środa, 23 września 2009

Bluzgi w debiucie

Na początku chciałbym podziękować za zaproszenie właścicielowi. Doceniam możliwość tworzenia na tym zacnym blogu i bez dalszej wazeliny przechodzę do tematu tego oto inauguracyjnego wpisu/notki/postu. Aha, jak zasugerował tytuł, mogę tu użyć kilku słów powszechnie uważanych za obraźliwe, co nie stanie się oczywiście regułą w moich wypocinach.

Otóż przebywając u rodziny zacząłem przeglądać tygodnik o wiele mówiącym tytule "Niedziela".
Zresztą, nieważny jest profil tego pisma, bo felieton który tam przeczytałem, równie dobrze mógłby się ukazać w każdym innym periodyku. W krótkim artykule autorka porusza "problem" przeklinania. Panią redaktor strasznie rażą słyszane praktycznie wszędzie bluzgi, na ulicy, w restauracji, w sklepie i autobusie. Nie może pogodzić się z faktem, że nawet przyszłe polskie elity, maturzyści z najlepszych warszawskich liceów, po odbytym egzaminie sypią kurwami na lewo i prawo. Uważa, że w ogromny, a przy tym obrzydliwy sposób zubaża to bogactwo polskiego języka i spłyca każdą rozmowę. A oprócz tego obraża każdego, kto słyszy podobne wyrazy.
No, to tak w skrócie.
Ja się z tym totalnie nie zgadzam. Po pierwsze totalną bzdurą jest fakt, że każdy bluzg jest obraźliwy. Wg mnie i nie tylko mnie wszystko zależy od intencji z jaką się słowo wypowiada. Czy popełniam grzech mówiąc "kurewsko dobre pączki"? Wątpię. Oczywiście co innego, jeśli powiem do bezdomnego pana "Ty jebany brudasie".

Podobnego problemu dotknął mistrz WC w swoim programie "Po mojemu". Otóż w rozmowie z Wojciechem Mannem, bez wątpienia człowiekiem obeznanym z polskim językiem, stwierdził on, że nie lubi przeklinania. Przyznał jednak, że są ludzie, którzy potrafią zrobić z tego sztukę. Do takich zaliczył pana M. Rozmówcy zgodzili się, że odpowiednio zaintonowana i użyta "kurwa" może ubarwić opowieść, dodać rozmowie smaczku, rozbawić albo nawet nadać jakiemuś zdaniu sens.
I ja jestem takiego samego zdania. Bluzgi bawią, uczą i kreują.

Oczywiście nie namawiam nikogo do bluzgania na lewo i prawo, ale nie chciałbym też, żeby tak wielce potępiać brzydkie sformułowania. No chyba, że ktoś nie potrafi powiedzieć zdania bez takiego ozdobnika, co też jest nader częste i zasługuje na dezaprobatę.

5 komentarzy:

  1. No ja się niestety muszę totalnie nie zgodzić. Oczywiście, bluzgi nie muszą być obraźliwe. Oczywiście, można je rzucać z klasą. Niestety, przewaga zjawisk przedstawionych w ostatnim akapicie nad zjawiskami z akapitów poprzednich jest niewyobrażalna, wobec czego sama idea walki o czystość języka jest w porządku. Zabawnym wydaje się jednak podejmowanie takiej walki poprzez felietony w Niedzieli, która to raczej nie jest pismem skierowanym do szerokich mas bluzgających.

    A swoją drogą witamy. Czuj się jak u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo wiesz, moje odczucia dotyczą w dużym stopniu rozmów wśród naszej trójki. Przyznasz, że bez bluzgów trochę by one straciły :P.
    A poza tym, z tą walką o czystość języka to jest jak z każda walką. Walczmy z pijaństwem, ale nie niszczmy całego alkoholu świata, walczmy z dziećmi oglądajacymi horrory, ale nie zakazujmy produkcji horrorów. Moim celem było powiedzenie, że bluzganie nie jest wcale tak wielkim problemem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Owszem, jest problemem. To jest to samo, o czym parę razy gadaliśmy. Człowiek się obraca w sensownym towarzystwie i nawet jeśli wszyscy dookoła rzucają mięsem, to to nie razi, bo między tymi kilkoma kurwami potrafią powiedzieć rzeczy interesujące, godne uwagi, coś tam sobą reprezentują. Ale jak się słyszy na ulicy puste jak szklanka z piosenki feela panienki trajkoczące jak nakręcone, powtarzające dodatkowo bluzg za bluzgiem, wtedy to naprawdę razi.

    Nie, to nie jest hipokryzja. Ja uważam że bluzganie nie jest wporzo, ale nie planuję tego poglądu zastosować w życiu, bo mnie to zwyczajnie jebie :]

    OdpowiedzUsuń
  4. Jebac puste jak szklanka panienki :P

    OdpowiedzUsuń
  5. patrz i sensowne powiedzenie i bluzg :D "jebac puste jak szklanka panienki" :D

    OdpowiedzUsuń