czwartek, 24 września 2009

hall of fame

...czyli kilka osób, które wśród tandety lśnią jak diament. Kolejność przypadkowa.



#1 Rafał Aleksander Ziemkiewicz,

przez nieprzychylnych zwany Ziemniakiewiczem. Dziennikarz, publicysta, pisarz, osobowość telewizyjna, za młodu rzecznik prasowy UPR. Znany głównie jako autor głośnej "Michnikowszczyzny". Odkrywając jego blogi na Interii i Rzepie, stwierdziłem ze zdumieniem, że facet pisze dokładnie to, co ja myślę. Czytając jego nową książkę, "W skrócie", przez około 300 stron rozważań na wszelkie możliwe tematy, jedynie trzy, może cztery razy zdarzyło mi się pomyśleć "chuja tam". Minus taki, że co jakiś czas zdarza mu się pisywać o rzeczach, których nie przeczytał, a co najwyżej przejrzał. Czuje się pisarzem, publicystyką zajmuje się raczej dla pieniędzy. Klasa jaką reprezentuje w tej drugiej dziedzinie niestety kontrastuje z jego prozą - przyzwoicie napisaną, ciekawą, ale daleką od wybitności.







#2 Wojciech Daniel Cejrowski,

podróżnik, dziennikarz, osobowość telewizyjna i radiowa, autor bestselleru "Gringo wśród dzikich plemion". Członek rzeczywisty Royal Geographical Society. Twórca "WC Kwadransa", najlepszego programu w historii polskiej telewizji, a także popularnego "Po Mojemu" i wielokrotnie nagradzanego "Boso przez świat". W latach dziewięćdziesiątych miecz i tarcza polskiej prawicy, człowiek o niepodważalnych zasługach w walce z absurdalnymi ideami naszych oświeconych postępowców. Przyznać należy ze smutkiem, że pan Cejrowski niestety się starzeje. Rozdawane dziś przez niego ciosy wypadają blado w porównaniu z wirtuozerią słownej szermierki sprzed kilkunastu lat. Poglądy się radykalizują, więcej w nich bezsilnej złości niż WCkwadransowej szczerej radości z dokopywania lewakom. Skończy się jak z Dmowskim - człowiek bez cienia wątpliwości wybitny, o ogromnych zasługach dla kraju, a ludzie wiedzą o nim tyle, że nienawidził Żydów. Tak samo o Cejrowskim będą wiedzieli, że nienawidzi gejów i chodzi na bosaka. Póki co, wciąż jeszcze świeci jasno jak słoneczko na tle wszelakich Wojewódzkich, Majewskich, Sekielskich, Morozowskich, Lisów i całej reszty.






#3 Kazimierz Piotr Staszewski,

czyli Kazik, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Zamieszkały na Teneryfie, gdzie zdarzało mu się spotkać zarówno Adama Michnika jak i Tadeusza Rydzyka. Za panem powyżej nie przepada, czemu dał wyraz nazywając go nie prawicą, nie liberałem, nawet żadnym faszystą, a normalnym komunistą. Ciekawa ironia - będąc idolem polskich anarchistów i pancurzątek, politycznie najbliżej Kaziowi do UPRu, partii uwielbianej swego czasu przez skinheadów. Kiedy jakiś wykonawca dostaje nagrodę muzyczną jest to dla niego spory prestiż. Kiedy Kazik dostaje nagrodę, jest to prestiż dla samej statuetki. O gustach się wprawdzie nie dyskutuje, są jednak ludzie którzy, biorąc rzecz zupełnie obiektywnie, osiągnęli mistrzostwo. Kazik/Kult/KNŻ na tle polskiej muzyki, to jak FC Barcelona grająca w Ekstraklasie S.A. Amen.






#4 Marcin Marten,

abradAb. O ile WC i Kazio są o klasę wyżej niż konkurencja, powiedzenie tego o dAbie byłoby sporym nadużyciem. Polski hiphop trzyma się mocno, sporo jest dobrych raperów, pan po lewej jest po prostu jednym z nich. Trzeba jednak przyznać, że zasługi K44 dla rozwoju gatunku są niepodważalne. Od "Księgi Tajemniczej" minęło już 13 lat, a dAb cały czas reprezentuje ten sam, naprawdę wysoki poziom. W czasach fascynacji cięższymi brzmieniami "Rapowe ziarno" przekonało mnie że hiphop nie jest zły, "Rap to nie zabawa już" pokazało, jaki może być zajebisty. Wciąż niewielu jest w stanie dorównać Marcinowi Martenowi. I to prawdopodobnie długo się nie zmieni.

2 komentarze:

  1. Po pierwsze - zajebisty pomysł.
    Porównanie z użyciem FCB rządzi.
    A i nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do żadnego z obecnych tu Wielkich.
    Swoją drogą, moja miłość do WC rośnie z kazdym dniem. Ostatnio niesamowicie podskoczyła po przeczytaniu bodajże jego pierwszej ksiazki "Kołtun się jeży". Szacun, Rispekt, żółwik i bosa stópka. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ało. też czytałem kołtuna, zajęło mi to jakieś pięć godzin podczas podróży autobusem. nie powiem, sensowna i do tego przyjemna lektura. tyle że dwa tygodnie wcześniej skończyłem michnikowszczyznę, więc kołtun pozostał w jej cieniu.

    OdpowiedzUsuń