poniedziałek, 25 października 2010

10 piosenek na Wielka Smutę

W życiu każdego młodego człowieka przychodzi moment, w którym ogarnia go smutek. Smutek niczym niezdefiniowany, nie zawsze uzasadniony. Czasem wynikający z nieszczęśliwej miłości, czasem z minusa na dodatkowych zajęciach w gimnazjum. Dziwnym trafem, pogrążony w nostalgii osobnik nie zamierza w szybkim czasie pozbyć się ogarniającego go uczucia. Wręcz przeciwnie, próbuje je spotęgować na różne sposoby. Jednym z nich jest wsłuchiwanie się w smutne, wolne i zawodzące piosenki. Przed wami subiektywne zestawienie dziesięciu z nich.

10. Lenny Kravitz – Calling all angels bądź I Love the rain
Czarny przystojniak ma w swojej ofercie kilka piosenek dla przebywających w tak zwanym “dole”. Wyciszony, zawodzący głos, oszczędna i smutna melodia oraz chwytający za serce tekst zapewniają długie chwile pogrążenia w głębokim zamyśleniu. W jednej chwili uzmysławiamy sobie, jak nam jest źle i przypominamy wszystkie chwile kiedy było dobrze. Tylko czemu były tak dawno?

9. Guns`n`Roses – Don`t cry
Już sam tytuł wskazuje jak doskonała jest to pieśń dla spragnionych nostalgii. Kiedy naprawdę chcę nam się płakać, tylko przechlany głos Axla może nas od tego powstrzymać. Swoją drogą, on też wtedy musiał być w Wielkiej Smucie, bo po tej piosence powstało jeszcze kilka w podobnym stylu. Jakże to odmienne chociażby od Welcome to the jungle, ale jakże bliskie wielu, którzy na swych wątłych ramionach noszą ciężar własnego życia.

8. The Verve – Bittersweet symphony
O tak. Miód na serce każdego spragnionego miłości i odrzuconego małolata. Mamy piękną muzyczkę ze skrzypeczkami w tle i pedalski głos wokalisty. Oprócz tego, piosenka trwa odpowiednio długo, tak aby móc przypomnieć sobie wszystkie niepowodzenia i uronić łzę w nakrywająca twarz poduszkę.

7. Prince – Purple Rain.
Hymn każdego nieszczęśliwie zakochanego. Mega zawodzący głos, mega oszczędność rytmu i melodii. Zwolnione tempo, tekst wyrażający tęsknotę i pragnienie miłości. Pozwala długo myśleć, co robilibyśmy z ukochaną, jak wspaniałe i zachwycające rzeczy. I jakby się to jej podobało. Więc czemu mnie nie chce?


6. Kasia Kowalska – cała dyskografia
Hymny każdej nieszczęśliwie zakochanej. Byłeś taki wspaniały, czułam się jak w niebie, więc czemu teraz mówisz, że mi z buzi je.ie. Czyli, że byliśmy tacy zakochani, kochałam być w twoich ramionach, a dziś nic z tego. Zostawiłaś mnie, a teraz jedyne co mam to pięknie skomponowane pieśni smutku Kasi Kowalskiej.

5. Edyta Bartosiewicz – Ostatni
Tu też właściwie pasowałaby cała dyskografia, ale nie będziemy szli na łatwiznę. Przy tej piosence można po prostu, po ludzku zaszyć się we własnym pokoju i patrzeć w sufit cały dzień. Bo po cóż jest Wielka Smuta, jeśli właśnie nie po to. Zasłonięte żaluzje, szarość pokoju, mokre oczy, obgryzione paznokcie i pryszcze. Ach, gdyby tylko mnie jakiś/jakaś chciał/ła...

4. Metallica – Nothing else matters
Nie zastanawialiście się nigdy dlaczego utwór zespołu uważanego za legendę heavy metalu grany jest regularnie w takim na przykład radiu jak Eska? No właśnie, Jamesowi i spółce udało się nagrać kawałek trafiający prosto w czułe, krwawiące serca milionów nastolatek. Utwór ten, dzięki swej oszczędnej, wyciszonej linii melodycznej, a przede wszystkim idealnemu tekstowi i tytułowi, pomaga zaspokoić to jakże masochistyczne ale i kojące pragnienie bycia w Smucie. Bo przecież nic innego się nie liczy.



3. Coldplay – Scientist (jako przedstawiciel)
Mimo, że zespół Coldplay posiada mnóstwo dobrych piosenek i trudno nie docenić tego, że są po prostu fajne, to większość z nich wpisuje się w ogólne pojęcie Wielkiej Smuty. Nie wiem czemu tak sobie panowie wybrali, ale ich utwory są w wolnym tempie, nie oszałamiają zmysłów przesadnym bogactwem dźwięków, a do tego wokalista ma wybitnie wyjący głos. No i śpiewa o miłości. Czego więcej potrzeba? Założyć piżamkę, wpełzać pod kołdrę i słuchać, słuchać...Cudowny przepis na nostalgiczny wieczór ze zdjęciem ukochanej. (To zdzira, teraz się pewnie tak uśmiecha do tego nowego pajaca)


2. Ozzy Osbourne – Dreamer
Wstyd. Człowiek jedzący nietoperze, ojciec chrzestny hard rocka i biologiczny dwójki dzieci oraz ziemski Książe Ciemności postanowił w pewnym momencie swojej kariery przypodobać się tej wielkiej rzeszy zakochanych bez wzajemności. No, ewentualnie nie lubianych przez nikogo odszczepieńców. I nagrał pieśń o tym, jakim to on jest marzycielem patrzącym przez okno! Przecież on czuje to samo co ci nie lubiani gimnazjaliści i grube dziewczyny tak bardzo starające się być fajne i piękne, że...zrobisz wszystko, żeby tylko z nimi nie rozmawiać. A w zaciszu własnego pokoiku można pomarzyć, jakim to się jest wspaniałym i uwielbianym. Oczywiście wyglądając przez okno.


1. Aerosmith – I don`t want to miss a thing
No tak. Szczerze mówiąc nie wiem, co mam napisać o tym utworze. Jest tym dla nurtu muzycznego Wielkiej Smuty, czym jest piąta Symfonia Beethovena dla muzyki klasycznej i kompozycja „Jesteś szalona” dla disco polo. Idealnym moim zdaniem podsumowaniem tego utworu będzie komentarz zamieszczony pod nim w serwisie wrzuta:
Użytkownik „...” napisał:
Rucham was w mordę.
Eee... to jednak nie to. Użytkownik „Sylvia” napisała: Za każdym razem płaczę ;). Czyż dla piosenki na Wielką Smutę potrzeba lepszej rekomendacji?

różne takie

Blog jest wciąż zamknięty i nieczynny, ale jest wpół do pierwszej i nie chce mi się spać. Mogę poczytać orzecznictwo ETS, nie zrobię tego jednak z przyczyn bardziej niż oczywistych. Mogę ponapierdalać w Herosa, ale mi zejdzie do rana, znając życie. Mogę też się powymądrzać.

Rzecz pierwsza, czyli tolerancja. Jak to wygląda w praktyce u przeciętnego oświeconego zjadacza chleba.

Jestem gejem. - Och, to wspaniale. Nie powinieneś się tego wstydzić, masz takie same prawo do szczęścia jak inni.
Postanowiłem zmienić religię. Przechodzę na zurwanizm. - Cieszę się, że odnajdujesz swoje miejsce w świecie, realizujesz się i rozwijasz. Nie zamierzam cię osądzać.
Dziewczyny, daję ciapatemu. - To cudownie.
Ej słuchajcie, zrobię sobie sztuczne cycki - HYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY!!!!!!!!!!!!!!11111oneoneeleven

Poważnie mówię. Wszyscy tolerują, akceptują, afirmują wręcz różne ciekawe pomysły typu zmiana religii, płci i tym podobne. Uzasadnienie zawsze to samo: masz prawo do szczęścia, nikt nie ma prawa cię osądzać, to twoje życie i możesz zrobić z nim co chcesz. Do czasu, kiedy jakieś dziewczę zażyczy sobie powiększyć balony. Cała powyższa argumentacja natychmiastowo bierze w łeb. Nagle, ni stąd ni zowąd, każdy jeden oświecony chwyta się za głowę i tłumaczy, że to fu, że twarde, że nienaturalne i w ogóle plastik i jak tak można. No to ja pierdolę.

Jeżeli jakaś młoda panienka ma nieszczęście być płaską jak smak zupy bez kostki winiary i czuje się z tym kurewsko źle, to co komu przeszkadza, że ma ochotę ów stan rzeczy zmienić? Oczywiście, usłyszy "jesteś piękna taka jaka jesteś" i inne tego typu głupoty, a śmiechy za plecami będą i tak. Jeśli dziewczyna zdaje sobie sprawę, że cycki to nie wszystko (jednego z czytelników przepraszam od razu za tak zuchwałe w jego oczach bluźnierstwo), no to fajnie. Jeżeli jednak ma z tym problem i wolałaby sobie zafundować większe bufory - to co to kurwa za kłopot? Chce, to niech ma. I chuj jednemu z drugim do tego, czy będą twarde czy nie.

Rzecz druga, skąd generalnie wziął się taki a nie inny dominujący od dłuższego czasu w Europie prąd umysłowy. Ostatnimi czasy, próbując się odrobinę odchamić, coby móc w towarzystwie udawać miastowego, zabrałem się za tak zwane kino ambitne. Przyszło mi zapoznać się, między innymi z filmem "Pink Floyd: The Wall", przez wielu okrzykniętym arcydziełem i wybitnym tworem artystycznego geniuszu. To co zobaczyłem, z takim opisem miało niestety wspólnego przysłowiowy cały chuj. Forma jak forma, rzeczywiście, trudno jej odmówić pewnej wartości, treść była jednak równie płaska jak biust opisany nieco wyżej. Pozostało więc czytać opinie i recenzje, poszukując sensu obejrzanego obrazu. I czegóż się dowiedziałem? "Historia pełna wymowy antywojennej i sprzeciwu wobec totalitaryzmu." - recenzent FilmWebu trafnie sformułował to, czego musiałem się spodziewać. Gdyby komuś się mocno nudziło - chodzi głównie o fragment od 1:12:30. Wojna jest zła? - niebywałe. Nazizm był chujowy? - whoa. Hitler sux? - łał, nie wiedziałem, poważnie.

Jak swego czasu führer by himself raczył zauważyć, zwycięzca tłumaczyć się nie musi. Starcie dwóch najpotężniejszych skurwysynów w historii ludzkości skończyło się tak, jak się skończyło. Toteż kiedy unicestwiony nazizm stał się synonimem wszelkiego zła, pozytywny bohater "Pielgrzyma" Coelho, bez jakiegokolwiek zażenowania przyznaje się do bycia członkiem partii komunistycznej. Tak więc, Adolf Hitler od kilkudziesięciu już lat jest uosobieniem zła i esencją ciemności. Umysł przeciętnego przedstawiciela rasy ludzkiej jest niestety nadzwyczaj ułomny, przeto organizuje sobie bardzo proste schematy. Jeśli Hitler jest niezaprzeczalną esencją metafizycznego zła, to ostatecznym argumentem rozstrzygającym każdą dyskusję na naszą korzyść i niszczącym każdego oponenta będzie przyrównanie tego ostatniego do pana Adolfa. Wot, przykład. I jeszcze jeden.

Ad rem. Jak się rzekło, większość ludzi ma bardzo proste pojmowanie rzeczywistości. Skoro istnieje absolutne zło, to absolutne dobro, jest niczym innym jak tylko zaprzeczeniem tego pierwszego. Wystarczy więc absolutna negacja nazizmu, a uzyskamy system idealny. Cokolwiek skażone zostało dotknięciem wodza III Rzeszy, musi zostać zastąpione przez swą jak najdalej idącą antytezę. Zamiast nacjonalizmu - internacjonalizm. Zamiast militaryzmu - pacyfizm. Zamiast antysemityzmu - filosemityzm. Zamiast rasizmu - równość kultur. Zamiast absolutyzmu - relatywizm. Zamiast patriarchatu - feminizm. Zamiast obyczajowości - libertynizm. Wymieniać dalej?

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

paszło w pizdu

Chyba już mi się nie chce. Do widzenia państfu.

Btw, pierwsza notka poszła równo rok i jeden dzień temu.

sobota, 26 czerwca 2010

pięć zawodów dla mizantropa

Rodzice woleli Twojego brata niż Ciebie? Masz tzw. mały problem? A może nie przyjęli Cię na Wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych? Nie ważne dlaczego znienawidziłeś ludzkość - jeśli chcesz się zemścić, oto sposób! Zostań...

5. ...ćwiczeniowcem na uniwerku

Nie wymaga komentarza. Jeśli ktoś ma wątpliwości, polecam wyszukanie na naszej klasie fotki profilowej najbardziej znanego warszawskiego karnisty.

4. ...panią z mięsnego

Ok, ktoś musi szlachtować te biedne zwierzątka, żebyśmy mogli wpierdalać schaboszczaki, ale to zawsze pozostawało dla mnie zagadką. No jeszcze facet to facet - teraz mamy gta i quake'a, kiedyś wrodzona męska żądza przemocy musiała znaleźć sobie inne ujście. Ale kobieta, która siedzi w tym smrodzie, dłubiąc się w tym co kiedyś było krówką albo owieczką - tutaj musi wchodzić jakaś trauma z dzieciństwa.

Dla Ciebie Bambi i jego mama, dla pani z mięsnego 120 kilo sarniny.

3. ...kierowcą autobusu

Plan jest prosty:
1 stoisz na przystanku i czuwasz
2 ktoś idzie; wygląda na to, że się waha: podbiec, czy nie?
3 dalej stoisz
4 biegnie
5 stoisz
6 on biegnie
7 zamykasz drzwi
8 dobiegł
9 stoisz jeszcze chwilę, patrząc jak bezsilnie wali w guzik otwierania drzwi
10 odjeżdżasz
11 złowieszczy śmiech

2. ...dj'em radia eska/prezenterką vivy

To też mnie, cholera, zawsze zastanawiało. Przecież ci ludzie muszą zdawać sobie sprawę, że gówno, które oni puszczają, sączy się z głośników w autobusach, knajpach i sklepach w całej Polsce. Co więcej, można odnieść wrażenie, że im to sprawia swoistą radochę.

1. ...panią w obuwniczym

Wymarzona praca dla Kazi Szczuki, Kini Dunin, Asi Senyszyn i całej reszty brzydkich kobiet, które zamiast spożytkować swoją energię na coś pożytecznego, wolą nieustannie pieprzyć o patriarchacie, straszliwym ucisku dziewczyn, które nie mogą sobie wyskrobać płodu na życzenie i tym podobnych głupotach. Czy one czerpią jakąś sadystyczną rozkosz, widząc cierpiących facetów zmuszonych przez okrutny los do kupienia sobie butów? Normalny człowiek, musząc oglądać codziennie tą gehennę, rzuciłby robotę po góra dwóch tygodniach. A one stoją. I się uśmiechają.

wtorek, 15 czerwca 2010

trzy małe wąty do płci pięknej

nie żeby do kogoś konkretnego, zresztą żadnej ze stałych czytelniczek (sztuk 2) to nie dotyczy, ale tak na przyszłość. Tematy damsko-męskie odstawiamy na bok, trzy krótkie piłeczki z dziedziny ogólnej.

1. Przestań, kurwa, rżeć.

Owszem, to jest poniekąd naturalne. Kobieta, mówiąc "facet z poczuciem humoru", myśli: "umie mnie rozśmieszyć, a facet, mówiąc "kobieta z poczuciem humoru", myśli "umiem ją rozśmieszyć". Jak jin i jang, pełna harmonia, wszystko ok. Ale, kuśwa, są jakieś granice.

Wyobraźmy sobie, że dwóch facetów równocześnie zauważa psa:
facet 1: patrz, pies
facet 2: patrz, pies
facet 1: heh
facet 2: żółwik

A teraz dwie kobiety:
kobieta 1: patrz, pies
kobieta 2: patrz, pies
kobieta 1: hahahahahahahahahahahahahahahahahaha
kobieta 2: hihihihihihihihihihihihihihihihihihihi
kobieta 1: ahahahahahahahahahahahaha
kobieta 2: hihihihi - no ja nie mogę - ahahahahahahaha
kobieta 1: hohohohohohohohohohoho
kobieta 2: no nie wytrzymam!!!! ahahahahahahahahaha

Nie rób tak.


2. Ironia

Prawdopodobnie słyszałaś, że ironia/sarkazm cechuje ludzi inteligentnych. Nieprawda. A właściwie prawda, ale nie do końca. To jest trochę jak z umiejętnością posługiwania się sztućcami, która to z kolei cechuje ludzi kulturalnych. Jeżeli owej kultury brak, to fakt ten da się zauważyć już przy pierwszym podejściu do kotleta. Magia doktora Housa polega na tym, że - wbrew temu, co być może Ci się zdaje - nie każdy może nim zostać, a zwłaszcza nie zostaniesz nim Ty. To, co w założeniu miało świadczyć o Twojej ponadprzeciętnej inteligencji, z perspektywy trzeciej jest zwykłym tryskaniem jadem i z jakkolwiek rozumianą błyskotliwością wspólnego ma cały chuj.

Btw., cynizm to postawa życiowa charakteryzująca się nieuznawaniem obowiązujących zasad etycznych; ironia to kpina, złośliwość lub szyderstwo ukryte pod pozornym żartem lub wypowiedzią aprobującą, a sarkazm synonim tej ostatniej. Jak widzisz, to nie jest jedno i to samo.

3. Krzywe nogi

Niedawnośmy sobie o tym gawędzili, ale - dla potomności - napiszę i tutaj. Rzecz zresztą mocno się wiąże z punktem poprzednim. Nie ma czegoś takiego, jak krzywe nogi. To znaczy, dobra, są, ale to przypadki skrajne. Nogi mogą być długie, krótkie, grube, chude, ogolone, włochate, w spodzianach, w rajtkach, w kalesonach - ale nie, kurwa, krzywe. Faceci nie znają takiego pojęcia jak krzywe nogi, to jest po prostu coś, czego żaden normalny chłopak nie dostrzega. Za to u dziewcząt to jest niemal kategoria aksjologiczna Jak żyję, nie słyszałem nigdy: "wiesz, ma trochę krzywe nogi i nie pasuje jej ta fryzura, ale poza tym jest naprawdę ładna i generalnie jest ok". O nie, nie. "Ma krzywe nogi" to wyrok. Coś jak "żyd i mason" w Radiu Maryja albo "pisowiec", czy "antysemita" w Gazecie Wyborczej.

jak nakręcić animca - poradnik

Animce, czyli tzw. kitajskie bajki, stały się w ostatnich latach nieodłączną częścią kultury masowej oraz - obok papieru toaletowego i baru Hami - największym wkładem żółtych w rozwój ludzkości. Może i Ty, Drogi Czytelniku, myślałeś kiedyś nad stworzeniem swojej własnej kreskówki w azjatyckim klimacie? Nie masz pomysłu? To żaden problem - musisz bowiem wiedzieć, że 3/4 owych produkcji leci na jedno kopyto. Przed Tobą uniwersalny poradnik kręcenia animców.

1. Bohaterowie

To właściwie najważniejsza, ale zarazem i najprostsza część. Bohaterów musi być co najmniej trzech:
a) ekstrawertyk - emocjonalny, wesoły, dużo gada, jest idiotą, na początku nic mu nie wychodzi, potem zostaje najpotężniejszym wojownikiem w kosmosie (Songo, Naruto, Asz z Pokemonów, Gauri ze Slayersów, Duo z Gundama)
b) introwertyk - smętny, prawie się nie odzywa, niby nienawidzi ekstrawertyka, ale trochę go jednak lubi, miał traumatyczne dzieciństwo, chce się na kimś zemścić (Vegeta, Szatan Serduszko, Sasuke, Zelgadis, Jet Black z Cowboya Bebopa, Hiro z Gundama)
c) standardowa postać żeńska (w skrócie spż) - występuje w każdym animcu, nie ma cech charakterystycznych, jedna niczym się nie różni od drugiej (Bulma, Sakura, Faye Valentine, Misti z Pokemonów, Wiktoria Sears z Hellsinga)

Jednak, jako że trójeczka to trochę mało, do kompletu powinieneś dobrać conajmniej jedną postać z zestawu dodatkowego.

d) mam-wyjebane - flegmatyczny optymista, dla kontrastu powinien się dobrze napieprzać albo coś w tym stylu - jeżeli zdecydujesz się właśnie na niego, to są spore szanse, że pociągnie całą bajkę, choćby poza tym była chujowa; co ciekawe, ów typ występuje w przyrodzie, z jednym nawet miałem ćwiczenia z admina (Kakaszi, Spike Spiegel, Xellos)
e) spaślak, który w założeniu miał być śmieszny - nie jest; jak wiadomo, japończycy są dziwni, może ich to naprawdę bawi (Czodżi z Naruto, Żarłomir z Dragonballa)
f) perwers - jak wyżej, w zamyśle autorów to prawdopodobnie miało być zabawne (Genialny Żółw, Dżiraja, Brok z Pokemonów); w efekcie po zobaczeniu ultraprofesjonalnego wywiadu ze światowej klasy specjalistką w wychowywaniu nie swoich dzieci (bo jej mieszkają z ojcem), co trzeci polski rodzic uważa anime za zboczeństwo
g) miecznik - nie wiadomo czemu, w każej bajce musi się pojawić koleś z mieczem; jednak - i to trzeba odnotować na plus - jest to miecz europejski a nie jakaś chujowa katana (Tronk, Suigetsu, Zelgadis, Vicious z Cowboua Bebopa)
h) typowa bohaterka japońskich pornoli - dobra, cicha, małomówna, boi się własnego głosu (Hinata z Naruto, Sylfil ze Slayersów); można ją potem wrzucić do jakiejś chorej kreskówki
i) zły psychopata - główny szwarccharakter, który przy okazji powinien być zdrowo pierdolnięty (Valgaav ze Slayersów, Incognito i Major z Hellsinga, Vicious z Cowboya Bebopa)

Gdybyś się jednak rozmyślił i zamiast anime postanowił stworzyć sienkiewiczowską powieść, to wystarczy, że na pierwszy plan rzucisz romans ekstrawertyka z typową bohaterką japońskich pornoli, w którym przeszkodzi zły psychopata. Możesz jeszcze dodać sprytnego wuja zamiast introwertyka, et voilà!

2. Fabuła

Złe wieści - wypadałoby jakąś zrobić. Jeśli nie masz już abslutnie żadnego pomysłu, wybierz system search and destroy - nasza wesoła drużyna (patrz punkt pierwszy) musi mieć jakiś pretekst do spotykania i pokonywania co rusz to nowego przeciwnika. I teraz, dwie opcje:
a) jeżeli to ma być bajka dla gimbusów, licealistów, studentów, etc., to niech się po prostu mordują; mogą być łowcy głów (Cowboy Bebop), mogą być wampiry (Hellsing, Vampire Princess Miyu) , cokolwiek - ważne, żeby lało się sporo krwi - a jak powszechnie wiadomo, każda postać w anime ma jej w swym wątłym ciele około 47 galonów.
b) jeżeli celujesz w młodszy target, to niech to będzie jakiś sport: piłka nożna już zajęta (Tsubasa), na koszykówkę kitajce są zbyt niskie, a siatkówka jest raczej nieruchawa, więc to odpada; musisz więc coś wymyślić - niech animcowa młodzież tnie w karty, puszcza magiczne bączki, trenuje zwierzątka które rażą się prądem, czy coś; od biedy mogą się po prosu prać po pyskach.

I to wszystko. Teraz jeszcze wymyśl jakąś chwitliwą nonsensowną japońską nutkę z kilkoma wyrazami po angielsku: Far Away; I just feel rythm emotion; Fighting Dreamers, albo coś w tą mańkę (ta ostatnia jest akurat całkiem chwytliwa) i ruszaj ze swym dziełem na podbój świata!

czwartek, 20 maja 2010

brakuje rudymentów

Tak pani Anna Kostrzewa zatytułowała swój wywiad z prof. Stanisławem Dubiszem o kryzysie nauk humanistycznych. Wywiad ów znaleźć możemy w najnowszym numerze naszego pisma uczelnianego.

Khem, khem:

Może dlatego, że to studia lekkie, łatwe i przyjemne.
S. D.: To nie są wcale łatwe studia. Studia humanistyczne wymagają przyswojenia olbrzymiego zakresu wiedzy faktograficznej i wielkiej erudycji.

To ja nawet nie ośmielę się przypuszczać, jak niewyobrażalnej erudycji i wiedzy faktograficznej wymaga jeżdżenie śmieciarką. Matko Najświętsza, czy ten człowiek naprawdę kiedykolwiek widział jakiegoś studenta dziennikarstwa? Filologii polskiej? Socjologii?

To jaka jest Pana zdaniem główna przyczyna popularności studiów humanistycznych?
S. D.: Nauki humanistyczne są bardziej atrakcyjne przez swój szeroki diapazon. Gdy ktoś idzie na matematykę czy biologię, to wiadomo, czym będzie się zajmował. A po kierunku filologia polska może pracować w szkole, w redakcji, we wszelkiego rodzaju mediach, instytucjach kultury. Może robić wszystko.

...w kiosku Ruchu, w Tesco, w mięsnym, w smażalni ryb, w Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej "Piątnica"... Możliwości są, zaiste, nieograniczone.

Ale potrzebujemy inżynierów.
S. D.: Tego nie wiem. Tak mówi Pani Minister i przyznaje specjalne stypendia, zachęcając do studiowania na niektórych kierunkach studiów, co ja osobiście uważam za wysoce niestosowne.
Dlaczego?
S. D.: Uważam, że to jest sprzeczne z Konstytucją. To jest po prostu nierespektowanie zasady równości.

Sprzeczne z Konstytucją owszem, ale z tą uchwaloną w 1952. Prawdopodobnie Panu Profesorowi umknęło, iż od pewnego czasu obowiązuje u nas nowa ustawa zasadnicza. Tylko w taki sposób da się bowiem pogodzić powyższą tezę ze wspomnianym poglądem o niesłychanej erudycji humanisty.

Żadne studia nie dają dziś gwarancji zatrudnienia, ale po studiach z zakresu nauk ścisłych od razu wiadomo, gdzie szukać pracy. A po studiach humanistycznych nic nie jest takie oczywiste.
S. D.: Studia humanistyczne to odpowiednik średniowiecznych artes liberales – studiów, które dawały solidną podstawę. Po nich były jeszcze studia z zakresu prawa i medycyny, a na samym szczycie studia z zakresu teologii. I dziś studia humanistyczne dają doskonałą podstawę do podejmowania decyzji przez człowieka, który te studia traktuje poważnie. Jak mnie ktoś pyta, co daje filologia polska, to mówię, że daje porządne podglebie w zakresie wiedzy o literaturze, o sztuce, o kulturze, o języku. I dalej, człowieku, szukaj sam.

Daje ona także zdolność udzielenia na pytanie: "co daje filologia polska?" odpowiedzi: "cały chuj" w słowach tak kwiecistych, że mimo wszystko, brzmi całkiem atrakcyjnie. Ja jednak nie o tym. Otóż porównanie do septem artes libarales wydaje się tu na miejscu znacznie bardziej, niż mogłoby się na pozór wydawać. Na siedem sztuk składały się: geometria, arytmetyka, astronomia i muzyka - czyli quadrivium oraz gramatyka, dialektyka i retoryka - czyli trivium. Jak nietrudno zauważyć, do przedmiotami humanistycznymi były trzy ostatnie i w tym kontekście warto zastanowić się na etymologią przymiotnika "trywialny", który wszak nie wziął się znikąd.

Nie ma sensu osobno komentować każdej z dalszych wypowiedzi, acz pewien fakt musi rzucać się w oczy. Wychwalanie pod niebiosa studiów humanistycznych, bronionych tezą, że pieniądze to nie wszystko, w zabawny sposób przeplata się z rozdzieraniem szat nad brakiem tych samych pieniędzy na rozwój owych nauk.