poniedziałek, 25 października 2010

różne takie

Blog jest wciąż zamknięty i nieczynny, ale jest wpół do pierwszej i nie chce mi się spać. Mogę poczytać orzecznictwo ETS, nie zrobię tego jednak z przyczyn bardziej niż oczywistych. Mogę ponapierdalać w Herosa, ale mi zejdzie do rana, znając życie. Mogę też się powymądrzać.

Rzecz pierwsza, czyli tolerancja. Jak to wygląda w praktyce u przeciętnego oświeconego zjadacza chleba.

Jestem gejem. - Och, to wspaniale. Nie powinieneś się tego wstydzić, masz takie same prawo do szczęścia jak inni.
Postanowiłem zmienić religię. Przechodzę na zurwanizm. - Cieszę się, że odnajdujesz swoje miejsce w świecie, realizujesz się i rozwijasz. Nie zamierzam cię osądzać.
Dziewczyny, daję ciapatemu. - To cudownie.
Ej słuchajcie, zrobię sobie sztuczne cycki - HYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY!!!!!!!!!!!!!!11111oneoneeleven

Poważnie mówię. Wszyscy tolerują, akceptują, afirmują wręcz różne ciekawe pomysły typu zmiana religii, płci i tym podobne. Uzasadnienie zawsze to samo: masz prawo do szczęścia, nikt nie ma prawa cię osądzać, to twoje życie i możesz zrobić z nim co chcesz. Do czasu, kiedy jakieś dziewczę zażyczy sobie powiększyć balony. Cała powyższa argumentacja natychmiastowo bierze w łeb. Nagle, ni stąd ni zowąd, każdy jeden oświecony chwyta się za głowę i tłumaczy, że to fu, że twarde, że nienaturalne i w ogóle plastik i jak tak można. No to ja pierdolę.

Jeżeli jakaś młoda panienka ma nieszczęście być płaską jak smak zupy bez kostki winiary i czuje się z tym kurewsko źle, to co komu przeszkadza, że ma ochotę ów stan rzeczy zmienić? Oczywiście, usłyszy "jesteś piękna taka jaka jesteś" i inne tego typu głupoty, a śmiechy za plecami będą i tak. Jeśli dziewczyna zdaje sobie sprawę, że cycki to nie wszystko (jednego z czytelników przepraszam od razu za tak zuchwałe w jego oczach bluźnierstwo), no to fajnie. Jeżeli jednak ma z tym problem i wolałaby sobie zafundować większe bufory - to co to kurwa za kłopot? Chce, to niech ma. I chuj jednemu z drugim do tego, czy będą twarde czy nie.

Rzecz druga, skąd generalnie wziął się taki a nie inny dominujący od dłuższego czasu w Europie prąd umysłowy. Ostatnimi czasy, próbując się odrobinę odchamić, coby móc w towarzystwie udawać miastowego, zabrałem się za tak zwane kino ambitne. Przyszło mi zapoznać się, między innymi z filmem "Pink Floyd: The Wall", przez wielu okrzykniętym arcydziełem i wybitnym tworem artystycznego geniuszu. To co zobaczyłem, z takim opisem miało niestety wspólnego przysłowiowy cały chuj. Forma jak forma, rzeczywiście, trudno jej odmówić pewnej wartości, treść była jednak równie płaska jak biust opisany nieco wyżej. Pozostało więc czytać opinie i recenzje, poszukując sensu obejrzanego obrazu. I czegóż się dowiedziałem? "Historia pełna wymowy antywojennej i sprzeciwu wobec totalitaryzmu." - recenzent FilmWebu trafnie sformułował to, czego musiałem się spodziewać. Gdyby komuś się mocno nudziło - chodzi głównie o fragment od 1:12:30. Wojna jest zła? - niebywałe. Nazizm był chujowy? - whoa. Hitler sux? - łał, nie wiedziałem, poważnie.

Jak swego czasu führer by himself raczył zauważyć, zwycięzca tłumaczyć się nie musi. Starcie dwóch najpotężniejszych skurwysynów w historii ludzkości skończyło się tak, jak się skończyło. Toteż kiedy unicestwiony nazizm stał się synonimem wszelkiego zła, pozytywny bohater "Pielgrzyma" Coelho, bez jakiegokolwiek zażenowania przyznaje się do bycia członkiem partii komunistycznej. Tak więc, Adolf Hitler od kilkudziesięciu już lat jest uosobieniem zła i esencją ciemności. Umysł przeciętnego przedstawiciela rasy ludzkiej jest niestety nadzwyczaj ułomny, przeto organizuje sobie bardzo proste schematy. Jeśli Hitler jest niezaprzeczalną esencją metafizycznego zła, to ostatecznym argumentem rozstrzygającym każdą dyskusję na naszą korzyść i niszczącym każdego oponenta będzie przyrównanie tego ostatniego do pana Adolfa. Wot, przykład. I jeszcze jeden.

Ad rem. Jak się rzekło, większość ludzi ma bardzo proste pojmowanie rzeczywistości. Skoro istnieje absolutne zło, to absolutne dobro, jest niczym innym jak tylko zaprzeczeniem tego pierwszego. Wystarczy więc absolutna negacja nazizmu, a uzyskamy system idealny. Cokolwiek skażone zostało dotknięciem wodza III Rzeszy, musi zostać zastąpione przez swą jak najdalej idącą antytezę. Zamiast nacjonalizmu - internacjonalizm. Zamiast militaryzmu - pacyfizm. Zamiast antysemityzmu - filosemityzm. Zamiast rasizmu - równość kultur. Zamiast absolutyzmu - relatywizm. Zamiast patriarchatu - feminizm. Zamiast obyczajowości - libertynizm. Wymieniać dalej?

2 komentarze:

  1. Kto by pomyślał, że zacznie się od cycków, a skończy na w sumie odkrywczej konkluzji. Bo w gruncie rzeczy ta zależność jest całkiem mądrze obmyślona i ujęta w jakże atrakcyjnej formie :).
    Co właściwie moim zdaniem w ostateczności tylko udowadnia, że cycki jednak są najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń