Chociaż nigdy nie zagłębiałem się w twórczość Michała, to jednak nie trudno wywnioskować choćby z wpisów na facebooku, na jakiej tematyce skupił się wyżej wymieniony autor. W związku z tym, że tym razem moje przemyślenia, przynajmniej w pewnej części, będą dotykały podobnej problematyki, postanowiłem odwołać się do pseudonimu kolegi. Nie ukrywam też, że częściowo zainspirował mnie ostatni wpis Macieja.
Rzecz dotyczy mianowicie pewnej zależności, jaka wytworzyła się między byciem obywatelem państwa wysokorozwiniętego, a światopoglądem i ogólnym stosunkiem do wiary.
Nie trudno jest zauważyć, w których państwach ludzie są „tolerancyjni”. Gdzie, hm... homoseksualne pary wesoło zawierają małżeństwa, znajdują poparcie w zabiegach o prawo do adopcji. Gdzie z drugiej strony starzy ludzie znajdują łaskawców, którzy skrócą ich męki, a nienarodzone dzieci takich, którzy na te męki w ogóle nie pozwolą. Z pewnością można też znaleźć zależność między byciem zamożnym i dodatkowo dobrze wykształconym a niechęcią do wiary, głównie chyba katolickiej.
Na drugim biegunie znajdują się państwa które nie osiągnęły jeszcze, bądź nigdy nie osiągną poziomu życia i wykształcenia ludzi z państw zachodnich. Tam wyżej wspomniani, lubujący się w, jak to powiedział Bogusław Linda „lizaniu się po jajkach” (cholera, miałem być w tym tekście poprawny politycznie) nie znajdują aż takiego poparcia swoich działań. Rządzący nie mają szans na wprowadzenie przepisów choćby łagodzących dostęp do aborcji bez ostrych sprzeciwów znacznych grup.
Można się zastanawiać, skąd wynika taka zależność. Wydaje mi się, że trzeba rozbić problem na dwie kwestie. Wykształcenie i zamożność.
Nie wiem, czy to tylko moja opinia, ale spora część tak zwanej elity intelektualnej, czyli profesorowie, naukowcy wysocy rangą i prestiżem, ma negatywny stosunek do wiary i Boga. Tęgie umysły w znacznej mierze deklarują się jako ateiści, bądź osoby w jakiś sposób uznające istnienie absolutu, ale bliżej nieokreślonego. Ciężko im jest utożsamić się z „narzuconym” przez Kościół postrzeganiem świata i dogmatami. Nie przekonuje ich wyznawanie wiary poprzez uczestnictwo w Mszach itd. Skłonni są raczej do wybierania sobie sposobu odbierania istoty wyższej, o ile w ogóle istnienie takowej akceptują.
Dalej mamy społeczeństwo krajów wysokorozwiniętych. Państwa, w których wolność gospodarcza i demokracja zapanowały w chwili zakończenia II wojny światowej, bądź panowały już wcześniej są w dużej mierze „zapatrzone” w obecnie pojmowaną ideologię postępu i nowoczesności. Odrzucenie światopoglądu chrześcijańskiego, umiłowanie dość wygodnie pojmowanej wolności i aprobata wymienionych w pierwszych akapitach zachowań charakteryzuje społeczeństwa większości takich państw (może poza USA, ale też w ograniczonej mierze).
Coraz bardziej w różnych środkach przekazu podkreśla się, że to ludzie z niższych warstw społecznych są w swoich poglądach konserwatywni i zgodni z ideologią Kościoła. Więc skąd bierze się taka zależność? Gdzie swoje źródło ma powiązanie między stanem portfela i wykształceniem a światopoglądem.
Można by odnieść wrażenie, że ludzie zamożni i inteligentni mają czas i ochotę oraz możliwości oddania się rozmyślaniom filozoficznym i ideologicznym. Mogą, poza staraniem się o zapewnienie sobie godnego bytu, w pełniejszy sposób odkryć reguły rządzące światem i dostosować do nich w bardziej światły sposób swoje poglądy i przekonania.
Jednak moim zdaniem problem tkwi zupełnie gdzie indziej. Przyzwyczajeni do łatwości, z jaką im się żyje, do możliwości zdobycia niemal wszystkiego czego zapragną ludzie nie chcą już stawiać przed sobą przeszkód i ograniczeń, jakie stawia zaściankowy i konserwatywny światopogląd. Nie odpowiada im zespół reguł, który miałby powstrzymać ich przed niepohamowanym korzystaniem z życia i dbaniem przede wszystkim o swoje. Poza tym prawie zawsze mocno zauważalna pycha takich ludzi chyba nie pozwala na uznanie im czegoś nieporównywalnie większego od nich. Zdaje się, że to właśnie do takiej sytuacji odnosi się poniższy cytat.
Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. (Mt 19:24 ).
Kolejny eksperyment z mojej strony, więc nie róbcie jakby co ze mnie dewota :P
OdpowiedzUsuńPycha, pierwszy z grzechów głównych. Tak o nim mówi jeden z franciszkanów "Człowiek pyszny łatwo odmówi posłuszeństwa Bogu i Kościołowi..." i chyba coś w tym jest.
OdpowiedzUsuń1. Wrzucenie związków homoseksualnych, homoseksualnej adopcji, aborcji i eutanazji do jednego worka z napisem ZŁO to duże pójście na skróty. Zdaję sobie sprawę, że chodzi o główne postulaty euroatlantyckiej lewicy, jednak moim zdaniem takie uproszczenie jest nieco niezręczne.
OdpowiedzUsuń2. Wszystko fajnie, tylko zwróć uwagę, że aborcja jest całkowicie legalna w Gruzji, Armenii, Azerbejdżanie, Tunezji, Zambii, Kubie, Indiach, Nepalu, Mongolii, Gujanie, Urugwaju, Kazachstanie, Uzbekistanie, Tadżykistanie, Turkmenistanie i Kirgistanie, jak również we wszystkich krajach bałkańskich. Z kolei Szariat owszem, zabrania aborcji, ale większość interpretacji przyjmuje, że embrion ludzki otrzymuje duszę w czwartym miesiącu ciąży - generalnie w tej materii prawo koraniczne jest łudząco zgodne z polskim. Druga sprawa, że prawo nie równa się rzeczywistości i fakt, że prawo aborcyjne jest dość restrykcyjne na południowej półkuli, nie znaczy że nie praktykuje się tam skrobanek, środków wczesnoporonnych, etc. Z kolei homoseksualne związki partnerskie są uznawane w Urugwaju, Ekwadorze, Brazylii i Kolumbii. Do tego, wstukaj sobie w guglarkę: "winkte", "muxe", "hijira", "kathoey". Więc polizać się po jajku też można tu i ówdzie. Morał z tego taki, że niestety obaj mamy zbyt słabe podstawy teoretyczne, żeby tworzyć jakiekolwiek teorie o zasięgu globalnym. Rozumiem, że to również jest pewien nie pozbawiony zresztą faktycznych przesłanek skrót myślowy, ale przy okazji wyszło coś ocierającego się o bzdurny archetyp dobrego dzikusa i zgubnej cywilizacji.
3. Powiedz mi, ze swojej łaski, jakie to przeszkody i ograniczenia stawia zaściankowy i konserwatywny światopogląd katolicki.
1. Uproszczenie jest, owszem, ale wydaje mi się że wymusza to taka a nie inna forma wypowiedzi.
OdpowiedzUsuń2. Znakomita większość państw, które podałeś w związku z legalną aborcją, to albo post-sowieckie republiki, albo państwa niemające wiele wspólnego ze światopoglądem katolickim, albo jedno i drugie. Państwa te to troche odrebna kategoria, której nie bralem pod uwagę. Zdaje się, że tam uwarunkowania polityczne i historyczne nie pozwalają w żaden sposob odnieść moich teorii. Choć skoro generalizowałem w duzym stopniu, to mogłeś mi je wypomnieć. Poza tym, jakby się uprzec to i w Polsce aborcja jest legalna, jak kogoś zgwałcą. Jeśli chodzi o pedałów w Ameryce Południowej - masz mnie, przyznaję się , za mało podstaw.
3. Zaściankowy i konserwatywny Kościół Katolicki nie pozwala na przedmałżeński seks, promuje postawy prorodzinne, każę żyć zgodnie z normami moralnymi, zabrania lizac się po jajkach i in vitro. Naprawde mam to wszystko wymieniać? Zdaję sie, że według lewaków i postępowców to są wlaśnie "przeszkody".
W ogóle to fajnie, bo chciałem, żeby ten tekst zmusił cię do riposty. :)
Aha, a propos archetypu - nie chodzi mi że cywilizacja sama w sobie jest zła. Chodzi o to, że jakby smiesznie to nie zabrzmiało - natura ludzka jest taka: łał, dojebaliśmy taka fajną cywilizację, mamy wladzę, mamy komórki i mamy wiedzę. Nie ma nic lepszego od nas i od teraz sami se wymyślamy co bedziemy robić.
OdpowiedzUsuńTekst mnie do riposty zmusił, i owszem.
OdpowiedzUsuń1. "Znakomita większość państw, które podałeś w związku z legalną aborcją, to albo post-sowieckie republiki, albo państwa niemające wiele wspólnego ze światopoglądem katolickim, albo jedno i drugie." Jak by nie patrzeć, to jest prawie połowa ubogich krajów. Ja to wszystko rozumiem, ale jest różnica między "państwa rozwijające się" a "państwa rozwijające się nie związane tradycjami chrześcijaństwa ani islamu oraz nie pozostające w sowieckim kręgu wpływów".
2. "Poza tym, jakby się uprzec to i w Polsce aborcja jest legalna, jak kogoś zgwałcą." Poza tym, jak się uprzeć to jest nielegalna wyłącznie w Chile (no i kilku pipidówkach).
3. "Zaściankowy i konserwatywny Kościół Katolicki nie pozwala na przedmałżeński seks" - that's the point! To właśnie chciałem usłyszeć (wyczytać). I co, jak KK zabrania przedmałżeńskiego seksu, to Ty, jako posłuszny katolik się do tego dostosowujesz mam rozumieć?
4. "promuje postawy prorodzinne" - pomijając organizowanie jakichś śmiesznych marszów i pikników rodzinnych, co masz na myśli i w jaki sposób to się gryzie z korzystaniem z życia?
5. "każę żyć zgodnie z normami moralnymi" - które to sprowadzają się do tzw. Złotej Reguły: "Wszystko tedy, co byście chcieli, aby wam ludzie czynili, tak i wy czyńcie im; tenci bowiem jest zakon i prorocy" (Mt 7,12). I norm moralnych co do zasady nikt nie kwestionuje, a nawet jeśli ich nie przestrzega... no cóż, patrz wyżej, to wcale nie musi oznaczać apostazji. Kontrowersje wzbudzają natomiast normy obyczajowe, których nie należy w żadnym razie mylić z moralnością.
6. "zabrania lizac się po jajkach i in vitro" - por. pkt 3 i pkt 5
7. "Naprawde mam to wszystko wymieniać?" Czemu nie? W moim przekonaniu, postawiona teza, tj. laicyzacja krajów rozwiniętych jako skutek pychy i rozpasania ludzi wykształconych jest zupełnie oderwana od rzeczywistości. Fajnie by było, gdybyś spróbował to jakoś mocniej uargumentować.
1. Dobra, przyznaje, że zrobiłem błąd na początku. Nie można mojej hipotezy w żaden sposób bronić w wymiarze globalnym. Powinienem od razu zaznaczyć, że odnoszę to wszystko do państw naszego kręgu kulturowego, czyli większości państw europejskich. Jeżeli w ogóle, to moja wiedza pozwala mi na jako takie wypowiadanie się tylko i wyłącznie na temat tych państw. I to do nich można odnieśc to co napisałem.
OdpowiedzUsuń3."I co, jak KK zabrania przedmałżeńskiego seksu, to Ty, jako posłuszny katolik się do tego dostosowujesz mam rozumieć?" A skąd, że tak spytam, przyszło Ci do głowy, że masz to tak rozumieć? Czy to jest tekst o mnie i moim stosunku do nauczania Kościoła? Albo o moich poglądach na wiarę itd? Poza tym, że moje poglądy bardzo dobrze znasz, nie o tym tu mówimy.
4. KK uznaje pełny związek kobiety i mężczyzny tylko jako małżeństwo. I to nierozerwalne małżeństwo. Uważam, ze to się gryzie ze swoboda obyczajów i korzystaniem z zycia według tego myślenia. Rodzina w katechiźmie jest bardzo ważna. I dlatego Kościół promuje postawy prorodzinne. A to, że stosuje tylko takie środki, na jakie obecna sytuacja pozwala, to co ja poradzę..
5. Zdaje się, ze nauczanie Kościoła ma też dużo do powiedzenia w sprawie norm obyczajowych. Są tam wyraźnie określone i sztywne, z pewnego punktu widzenia wyadawałoby się, że mocno krepujące. A moim zdaniem tu własnie można zaliczyć ruchanie się na prawo i lewo, pedalstwo, egocentryzm.
7. "laicyzacja krajów rozwiniętych jako skutek pychy i rozpasania ludzi". Może niekoniecznie skutek, a raczej to, że pycha i rozpasanie temu procesowi towarzyszy. Dlaczego tak jest, że jak ludziom jest źle i są powiedzmy gorzej wykształceni, to wiara jest silna i Kościoł jest silny? Tylko ze względu na to, że jak trwoge to do Boga? Czy moze idzie za tym coś więcej. To wlasnie mnie zastanowiło.