Fragment wczorajszych Faktów. Jeden z tych, po których mi po prostu witki opadają.
Nie chodzi wcale o to, że jakiś koleś nie miał lepszego pomysłu na spędzenie ośmiu lat, niż badanie dialektu kurpiowskiego. Chce, niech bada, mamy wolny kraj. Mam tylko nadzieję, że nie poszła na to kasa z budżetu. Jeżeli ktokolwiek poważnie traktuje ideę modernizacji, to powinien się zastanowić, czy ów szmalec lepiej rzucić badaczom wieśniaków z Myszyńca i okolic, archeologom dłubiącym w ziemi pod ciechanowskim zamkiem, czy może na przykład ludziom zajmującym się fotoelektryką.
Trzy godziny tygodniowo języka kaszubskiego w podstawówkach. Czy tym ludziom naprawdę odebrano resztkę rozumu? Przecież te trzy godziny można by przeznaczyć choćby na naukę drugiego języka - niemieckiego albo rosyjskiego. Wtedy dzieciak kończąc edukację znałby podstawy dwóch języków i jako taki przedstawiał znacznie większą wartość dla ewentualnego pracodawcy - jak nie w biznesie, to chociaż jako kelner na gdańskiej starówce, nie wspominając już o znacznym zbliżeniu do ideału humanisty. No ale nie, znacznie fajniej jest nauczyć go jakiegoś dialektu, który bez tego zginąłby śmiercią naturalną za góra 50 lat. Po cholerę, ja się pytam? I za czyje pieniądze?
I coś, czego nie rozumiem, no ni w ząb. Zamiast się cieszyć, że młodzi mieszkańcy Puszczy Kurpiowskiej się trochę ucywilizowali, że nauczyli się mówić jak biali ludzie, każdy jeden może się teraz umyć i pojechać do miasta, to się z tego robi problem. Że gwara zanika. Że bezpowrotnie tracimy część naszej kultury. Chuja tam tracimy. Skąd w ogóle pomysł, że kolesie rozrzucający od rana do nocy gnój w walonkach i kufajce mają coś wspólnego z kulturą. A contrario. To jest tak zwane chamstwo.
Prosiłbym tu o nie wyskakiwanie z równością kultur i tym podobnymi głupotami, bo nikt kto widział na własne oczy kurpia tego nie kupi. Owszem, spora część tak zwanej inteligencji, która ze wsi już wyszła, a do miasta jeszcze nie doszła, czuje podświadomą tęsknotę za sianokosami, młóceniem pszenżyta, wykopkami, etc. Tylko w taki sposób da się uzasadnić ową gloryfikację wsi spokojnej, wsi wesołej, bo innego wytłumaczenia po prostu nie znajduję.
Osoby zaangażowane w ten proceder, często nie zdają sobie sprawy z tego, co tak naprawdę robią. Jednak niektórzy, jak błyskotliwy koleś z Ruchu Autonomii Śląska, czynią to całkiem świadomie. Zastanawiać może, dlaczego Unia Europejska przeznacza tak znaczne fundusze na inicjatywy związane z "ratowaniem regionalnej kultury" czy "promowaniem lokalnego patriotyzmu". Odpowiedź jest prosta. Idea przezwyciężenia narodowych partykularyzmów jest obecna w UE od samych jej początków. Eurofederaliści zdają sobie jednak sprawę, że budowa jednej silnej tożsamości europejskiej od Lizbony po Helsinki jest projektem trudnym. Próbują więc - w dalekiej perspektywie - rozbić tożsamość narodową z jednej strony na paneuropejską, a z drugiej właśnie na regionalną. Daleki jestem poglądom Osoby z Południa, ale zaprzeczanie jakoby światowa lewica podejmowała wszelkie starania w celu osłabienia nacjonalizmu jest po prostu ignorancją. Gdyby ktoś miał ochotę poczytać, polecam zbiór eurogłupotek Sławka Sierakowskiego i kolegów.
Nie chodzi wcale o to, że jakiś koleś nie miał lepszego pomysłu na spędzenie ośmiu lat, niż badanie dialektu kurpiowskiego. Chce, niech bada, mamy wolny kraj. Mam tylko nadzieję, że nie poszła na to kasa z budżetu. Jeżeli ktokolwiek poważnie traktuje ideę modernizacji, to powinien się zastanowić, czy ów szmalec lepiej rzucić badaczom wieśniaków z Myszyńca i okolic, archeologom dłubiącym w ziemi pod ciechanowskim zamkiem, czy może na przykład ludziom zajmującym się fotoelektryką.
Trzy godziny tygodniowo języka kaszubskiego w podstawówkach. Czy tym ludziom naprawdę odebrano resztkę rozumu? Przecież te trzy godziny można by przeznaczyć choćby na naukę drugiego języka - niemieckiego albo rosyjskiego. Wtedy dzieciak kończąc edukację znałby podstawy dwóch języków i jako taki przedstawiał znacznie większą wartość dla ewentualnego pracodawcy - jak nie w biznesie, to chociaż jako kelner na gdańskiej starówce, nie wspominając już o znacznym zbliżeniu do ideału humanisty. No ale nie, znacznie fajniej jest nauczyć go jakiegoś dialektu, który bez tego zginąłby śmiercią naturalną za góra 50 lat. Po cholerę, ja się pytam? I za czyje pieniądze?
I coś, czego nie rozumiem, no ni w ząb. Zamiast się cieszyć, że młodzi mieszkańcy Puszczy Kurpiowskiej się trochę ucywilizowali, że nauczyli się mówić jak biali ludzie, każdy jeden może się teraz umyć i pojechać do miasta, to się z tego robi problem. Że gwara zanika. Że bezpowrotnie tracimy część naszej kultury. Chuja tam tracimy. Skąd w ogóle pomysł, że kolesie rozrzucający od rana do nocy gnój w walonkach i kufajce mają coś wspólnego z kulturą. A contrario. To jest tak zwane chamstwo.
Prosiłbym tu o nie wyskakiwanie z równością kultur i tym podobnymi głupotami, bo nikt kto widział na własne oczy kurpia tego nie kupi. Owszem, spora część tak zwanej inteligencji, która ze wsi już wyszła, a do miasta jeszcze nie doszła, czuje podświadomą tęsknotę za sianokosami, młóceniem pszenżyta, wykopkami, etc. Tylko w taki sposób da się uzasadnić ową gloryfikację wsi spokojnej, wsi wesołej, bo innego wytłumaczenia po prostu nie znajduję.
Osoby zaangażowane w ten proceder, często nie zdają sobie sprawy z tego, co tak naprawdę robią. Jednak niektórzy, jak błyskotliwy koleś z Ruchu Autonomii Śląska, czynią to całkiem świadomie. Zastanawiać może, dlaczego Unia Europejska przeznacza tak znaczne fundusze na inicjatywy związane z "ratowaniem regionalnej kultury" czy "promowaniem lokalnego patriotyzmu". Odpowiedź jest prosta. Idea przezwyciężenia narodowych partykularyzmów jest obecna w UE od samych jej początków. Eurofederaliści zdają sobie jednak sprawę, że budowa jednej silnej tożsamości europejskiej od Lizbony po Helsinki jest projektem trudnym. Próbują więc - w dalekiej perspektywie - rozbić tożsamość narodową z jednej strony na paneuropejską, a z drugiej właśnie na regionalną. Daleki jestem poglądom Osoby z Południa, ale zaprzeczanie jakoby światowa lewica podejmowała wszelkie starania w celu osłabienia nacjonalizmu jest po prostu ignorancją. Gdyby ktoś miał ochotę poczytać, polecam zbiór eurogłupotek Sławka Sierakowskiego i kolegów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz