niedziela, 20 grudnia 2009

obywatelski obowiązek




Przed każdymi wyborami ujrzeć możemy w telewizji spoty kampanii społecznych zachęcające do głosowania. Jak to zwykle bywa w przypadku tego typu akcji, są one głupie jak chuj: ot, przykładzik. Oczywiście najbardziej zaangażowani są ludzie młodzi - o polityce wiedzący tyle, co usłyszą czasem w Faktach, nakarmieni bzdurami w swoich szkołach, kończący już osiemnastki i dysponujący po raz pierwszy dumnym prawem głosu. Odpowiedzialność, patriotyzm, aktywność, bla, bla, bla. Urabia się tak przez jakiś czas społeczeństwo, po czym przychodzi dzień elekcji. I mamy dwie możliwości: albo się lud da namówić i - jak ostatnio - wszyscy politycy otrąbiają wielkie zwycięstwo polskiej demokracji, albo niestety, lud się namówić nie da. Wtedy, niestety, zatroskani mężowie stanu ogłaszają, że obywatelski obowiązek nie został spełniony, a media, na czele z moją ulubioną gazetą, stwierdzają, że Polacy jednak do demokracji nie dorośli.


Tak więc ja chciałbym wystosować do mas Polaków swój własny apel.


Polaku! Polko!

Nie masz ustabilizowanego światopoglądu? Nie wiesz, czym różni się Rada Europejska od Rady Europy? Nie interesujesz się polityką? A może po prostu uważasz nasze elity za bandę złodziei? Zrób coś dla kraju - nie idź na wybory.


Dlaczego tak? Już tłumaczę. Zerknijmy na obowiązującą ustawę o partiach politycznych. Art. 28 ustęp 1 stanowi, co następuje:


Partia polityczna, która:
  1. w wyborach do Sejmu samodzielnie tworząc komitet wyborczy otrzymała w skali kraju co najmniej 3% ważnie oddanych głosów na jej okręgowe listy kandydatów na posłów albo
  2. w wyborach do Sejmu weszła w skład koalicji wyborczej, której okręgowe listy kandydatów na posłów otrzymały w skali kraju co najmniej 6% ważnie oddanych głosów,

ma prawo do otrzymywania przez okres kadencji Sejmu, w trybie i na zasadach określonych w niniejszej ustawie, subwencji z budżetu państwa na działalność statutową, zwanej dalej "subwencją".


Innymi słowy, partia która przekroczy 3% głosów, dostaje kasiorę z budżetu. Ile? Ano, spójrzmy do Art. 29 ust. 1:


Wysokość rocznej subwencji, o której mowa w art. 28, dla danej partii politycznej albo koalicji wyborczej ustalana jest na zasadzie stopniowej degresji proporcjonalnie do łącznej liczby głosów ważnych oddanych na listy okręgowe kandydatów na posłów tej partii albo koalicji wyborczej, w rozbiciu na liczby głosów odpowiadające poszczególnym przedziałom określonym w procentach, według następującego wzoru:

S = W1 x M1 + W2 x M2 + W3 x M3 + W4 x M4 + W5 x M5

gdzie poszczególne symbole oznaczają:

S - kwota rocznej subwencji,

W1-5 - liczby głosów kolejno obliczane dla każdego wiersza poniższej tabeli, podane odrębnie w wyniku rozbicia łącznej liczby głosów ważnych oddanych w skali kraju łącznie na listy okręgowe kandydatów na posłów danej partii politycznej albo koalicji wyborczej, odpowiednio do wyznaczonego w procentach przedziału,

M1-5 - wysokość kwoty w złotych dla kolejnych wierszy poniższej tabeli:


Wiersz

Głosy ważne oddane w całym kraju łącznie na listy okręgowe kandydatów na posłów danej partii politycznej albo koalicji wyborczej w rozbiciu odpowiednio dla każdego przedziału Wysokość kwoty za jeden głos (M)
procent liczba głosów (W)
1 do 5%
10 złotych
2 powyżej 5% do 10%
8 złotych
3 powyżej 10% do 20%
7 złotych
4 powyżej 20% do 30%
4 złote
5 powyżej 30%
1 złoty 50 groszy


Tak, tak, proszę państwa. Jeden, jedyniuśki głos, który rzekomo i tak nic nie zmienia, kosztuje nasz budżet równiuśkie cztery dychy. Kolejne są warte odpowiednio: 32, 28, 16 i 6 złotych. To co, wiemy już, dlaczego panowie posłowie tak zacierają łapki na wieść o wysokiej frekwencji? Domyślamy się, skąd to biadolenie o obywatelskim obowiązku? Jeśli komuś naprawdę dobro tego kraju leży na sercu, to przed wrzuceniem swojej kartki do urny powinien się dwa razy zastanowić, ile to kosztuje. A na koniec zagadka - jak myślicie, skąd Skarb Państwa bierze pieniądze na tak hojne dotowanie każdego głosiku? Hm?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz