Taka myśl mnie ostatnio naszła. Jest rok 1864. Wojna secesyjna zbliża się ku końcowi, wojska Unii zdobywają coraz większą przewagę nad Konfederatami. Armie francuskie dokonują niespodziewanej inwazji na Meksyk. Na starym kontynencie, Niemcy walczą z Duńczykami o Szlezwik i Holsztyn, w Genewie powstaje Czerwony Krzyż, a w Londynie Pierwsza Międzynarodówka. W Sztokholmie Nobel otrzymuje patent na wynalezioną przez siebie nitroglicerynę. W Warszawie, na stokach Cytadeli, zostaje powieszony Romuald Traugutt, dyktator powstania styczniowego. Wkrótce zapada decyzja o rusyfikacji szkolnictwa i likwidacji klasztorów. Właściciele ziemscy podejrzani o udział w powstaniu mają obowiązek sprzedać swoje włości Rosjanom w ciągu dwóch lat. Wielu zostaje zesłanych na Sybir.
Wyobraźmy sobie, że w umyśle cara - być może za czyimś podszeptem - pojawia się innowacyjna idea. Wobec kolejnej insurekcji i braku perspektyw na ostateczną stabilizację sytuacji w Privislinskim Kraju, należy zmienić koncepcję prowadzonej polityki. Tak więc, Aleksander II wydaje dekret o utworzeniu całkowicie niepodległego państwa Polskiego. Tyle, że na Alasce.
Car myśli tak: obszar to daleki, zimny, bogactw naturalnych właściwie tam nie ma (złoto? jakie złoto? do gorączki jeszcze ponad 30 lat). Osadników mamy tam tylko czterystu, tyle co kot napłakał. Do tego niedaleko kręcą się Brytole, których od czasu wojny krymskiej nie lubimy, a którzy nam tą ziemię mogą bez większych problemów podpieprzyć. Można by to sprzedać za jakiś psi grosz Amerykanom, ale raz że u nich wojna i mają ważniejsze sprawy, a dwa, że wcale nie wiadomo, czy zechcą kupić.
Dlatego zróbmy Polakom niespodziankę! U Jankesów służy generał Krzyżanowski, powstaniec z 1830, brat cioteczny Chopina. Gość ma jakieś tam pojęcie o Alasce, zrobimy go prezydentem albo premierem - powinien się nadać. Po ostatnich wydarzeniach, chyba już wszyscy wiedzą, że o wybiciu się na niepodległość panowie Lachy nie mają co marzyć. No to damy im alternatywę. Albo jeden z drugim pojedzie na drugi koniec świata, gdzie będzie miał niepodległą ojczyznę i spory przydział ziemi, albo będzie żył pod ruskim butem do skończenia świata. Jeśli się uda, elity których nie wytłukliśmy ani nie wysłaliśmy na Sybir, przestaną nam zawadzać, bo będą na antypodach. Chłopi raczej nie podskakują, zresztą zrobiliśmy im uwłaszczenie, więc wystarczy wieśniaków dobrze zrusyfikować i będziemy mieli czyściutką Ruś.
To co, jedziecie?
Wyobraźmy sobie, że w umyśle cara - być może za czyimś podszeptem - pojawia się innowacyjna idea. Wobec kolejnej insurekcji i braku perspektyw na ostateczną stabilizację sytuacji w Privislinskim Kraju, należy zmienić koncepcję prowadzonej polityki. Tak więc, Aleksander II wydaje dekret o utworzeniu całkowicie niepodległego państwa Polskiego. Tyle, że na Alasce.
Car myśli tak: obszar to daleki, zimny, bogactw naturalnych właściwie tam nie ma (złoto? jakie złoto? do gorączki jeszcze ponad 30 lat). Osadników mamy tam tylko czterystu, tyle co kot napłakał. Do tego niedaleko kręcą się Brytole, których od czasu wojny krymskiej nie lubimy, a którzy nam tą ziemię mogą bez większych problemów podpieprzyć. Można by to sprzedać za jakiś psi grosz Amerykanom, ale raz że u nich wojna i mają ważniejsze sprawy, a dwa, że wcale nie wiadomo, czy zechcą kupić.
Dlatego zróbmy Polakom niespodziankę! U Jankesów służy generał Krzyżanowski, powstaniec z 1830, brat cioteczny Chopina. Gość ma jakieś tam pojęcie o Alasce, zrobimy go prezydentem albo premierem - powinien się nadać. Po ostatnich wydarzeniach, chyba już wszyscy wiedzą, że o wybiciu się na niepodległość panowie Lachy nie mają co marzyć. No to damy im alternatywę. Albo jeden z drugim pojedzie na drugi koniec świata, gdzie będzie miał niepodległą ojczyznę i spory przydział ziemi, albo będzie żył pod ruskim butem do skończenia świata. Jeśli się uda, elity których nie wytłukliśmy ani nie wysłaliśmy na Sybir, przestaną nam zawadzać, bo będą na antypodach. Chłopi raczej nie podskakują, zresztą zrobiliśmy im uwłaszczenie, więc wystarczy wieśniaków dobrze zrusyfikować i będziemy mieli czyściutką Ruś.
To co, jedziecie?
internetowa dyskusja nie wyszła, jak zwykle obgadano na żywo :P
OdpowiedzUsuń