wtorek, 10 listopada 2009

Biedni, nieszczęśliwi

Nie chciałbym popadać w truizmy, ale obecnemu rządowi nic nie wychodzi lepiej niż PR. Mimo tego, że ich skuteczność pozostawia wiele do życzenia, wszystko potrafią ubrać w piękne słówka. "Biorę za to pełną odpowiedzialność" to słowa uwielbiane przez Premiera i używane chyba nawet wtedy, kiedy żona prosi go o wyrzucenie śmieci albo podtarcie tyłka wnukowi. Szczytem różnych słownych zagrywek jest stwierdzenie na którejś z konferencji prasowych, że jak się ludziom nie podoba, jak państwo buduje autostrady, to niech se sami zbudują.

Patos, granie na emocjach i przyrzeczenia to również ulubiona metoda partii rządzącej na afery. Wszyscy chyba pamiętają rozpacz i omdlenie posłanki Beaty Sawickiej, po ujawnieniu przez CBA jej kontaktów ze sławnym już dziś agentem Tomkiem. Według wielu jej zapewnienia o uczuciu do rzeczonego funkcjonariusza, naiwności i myślach samobójczych kosztowały PiS wygraną w wyborach. Taktyka obrana przez panią Sawicką okazała się wielce skuteczna.

Przeglądając Newsweeka z poprzedniego tygodnia nie mogłem przegapić wywiadu ze Zbyszkiem Chlebowskim, dotyczącym oczywiście afery hazardowej. No i szczerze mówiąc, moje pierwsze wrażenie - szkoda chłopa, taki uczciwy, łatwowierny, a go wrobili niedobrzy biznesmeni. I teraz tak mu źle. Ale czy to nie retoryka już mi dość dobrze znana? Zdania typu "W pierwszych chwilach przeżywałem takie emocje, że mogło się stać ze mną wszystko", albo "(...) czy w życiu nie prowadziliście rozmów >, wcale nie załatwiając sprawy?" czy w końcu "Przebiło się tylko to, że się spociłem" mocno mnie zastanowiły. Samobójcze myśli, zagubienie pośród złego świata i zapewnienia o uczciwości to coś, co z tak dobrym skutkiem wypróbowała Sawicka. Oczywiście, Zbyszek nie odstawiał spazmów i nie mdlał, bo to w zestawieniu z jego dotychczasowym wizerunkiem by nie zagrało. Myślę jednak, że swoje osiągnął. Jak pokazał poprzedni przykład, ludzie się na to nabierają.

W sumie cała ta historia skłania mnie do jednego, chociaż właściwie stwierdziłem to już dawno - z góry wiadomo, co od nich usłyszymy i w moim odczuciu słuchanie tego wszystkiego mija się z celem. Banał, ale cały czas trzeba mieć to w świadomości.

1 komentarz:

  1. Igor Zalewski w knidze którą pożyczyłem Paszczurowi napisał taką fajną rzecz, z którą się zgadzam w stu procentach. Spór między PO a PiSem to wojna między Coca-Colą i Pepsi. Walą do siebie z grubych rur, mają rozmach jak cholera, ale jedno i drugie to tak naprawdę z grubsza to samo. Mnie oni ni chuj nie obchodzą, jak widzę ich pysiaki w telewizji, to zmieniam kanał. Nawet Ziemkiewicza przestałem regularnie czytać, bo on też cały czas głównie o tym nadaje, jakby było o czym. Jestem za PiSem, bo jest cień szansy, że jak się dopchają do koryta to może spełnią obietnicę walki z korporacjonizmem. Poza tym, no owszem, w sumie PO mnie bardziej wkurwia, bo ma bardziej bezczelny i bardziej skuteczny PR, któremu wierzą ogłupiałe masy. Ale sugerowanie że PiS jest lepsze, bo nie umie tak dobrze manipulować głupimi ludźmi jest trochę bez sensu. Czemu Ty się tak w to angażujesz, to nie mam pojęcia.

    OdpowiedzUsuń