sobota, 29 sierpnia 2009

atlas świata a sprawa polska

Ciekawym rodzajem satyry politycznej są mapy zatytułowane "world according to...". Pozwolę sobie przedstawić znalezione przeze mnie w odmętach sieci egzemplarze. Część pojawiła się na stronie strangemaps.wordpress.com (polecam), pozostałe zebrałem z różnych for i witryn.

Zaczynamy od popularnych ostatnio demotywatorów i skierowanej do ludzi o dosyć specyficznym poczuciu humoru mapy Europy wg 4chana.



Dalej mamy lata osiemdziesiąte i bardzo ładnie wykonany "Atlas świata wg. Torysów" autorstwa jakiegoś zagorzałego miłośnika brytyjskiej Partii Pracy. Falklandy są tu wielkości Ameryki Południowej, Gibraltar zajmuje cały Półwysep Iberyjski a Imperium Albionu wciąż kontroluje pół globu.


Następnie uproszczona, ale utrzymana w tej samej tonacji, mapa świata wg. Ronalda Reagana. Kalifornia, w której swego czasu pełnił urząd gubernatora, zajmuje tutaj połowę USA. Genialna w swej prostocie ilustracja okresu zimnej wojny.



Pozostajemy w podobnych klimatach, oto bowiem nasza planeta widziana oczyma "Dubya". Tak część amerykanów nazywa Georga W. Busha, od owego tajemniczego "W." po środku jego podpisu.


Na koniec proste w formie (żeby nie powiedzieć chałturnicze) dzieło dotyczące poglądów francuskich.


To właściwie byłoby wszystko, jednak nie mogę oprzeć się pokusie dołączenia jeszcze jednego wytworu ludzkiej fantazji, który uważam za wyjątkowo interesujący. Oto europejskie Śródziemie.


Ciekawe, nieprawdaż? Warto z tej perspektywy spojrzeć na temat wielokrotnie przewijający się w mediach, a mianowicie nasz obraz w oczach zachodu. Cóż więc widzimy? Amerykańskim dzieciakom z 4chana Lechistan kojarzy się z pewnym konkretnym Lechem, przedstawionym tu w sposób alegoryczny. Angielscy konserwatyści mają (zdaniem ich przeciwników) uważać "Dzielną Małą Polskę" za część Imperium Brytyjskiego zajmującą Finlandię i okolice. Na amerykańskich i francuskich mapach Polska jest jedynym krajem bloku wschodniego wyodrębnionym z ZSRR. Z jednej strony opiera się o żelazną kurtynę (wot, ciekawostka), podczas gdy z pozostałych otoczona jest przez sowietów. Podobnie zapatrują się na nasz kraj autorzy mapy nawiązującej do "Władcy Pierścieni". Przedstawia ona granice państw z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych, jednak wciąż wszystkie terytoria bloku postsowieckiego oznaczone są jako Mordor. Polska to Ithilien. Osobom nie będącym miłośnikami twórczości J.R.R. należy wyjaśnić, że jest to teren nieustannych walk między Gondorem a sojusznikami Mordoru, pozostający pod kontrolą tego ostatniego. To tutaj Frodo Bagins spotyka Faramira. Pozostaje nam jeszcze świat wg. Busha, w którym Państwo Polan oznaczone jest jako "bribed allies" - przekupieni sojusznicy, w kontraście do zawodnych sojuszników z Zachodniej Europy i wiernych sojuszników z Albionu. Na pocieszenie warto dodać, że rozciągamy się od morza do morza.

Czas więc na wnioski. Pierwszy musi być taki, że nasz kraj istnieje w powszechnej świadomości. Polska jest jednym z nielicznych państw, które pojawiają się na każdej mapie, bez względu na jej twórców - zaznaczają ją na swoich rysunkach zarówno lewicowi satyrycy jak i jankeskie dzieci neo. To dobrze. Co więcej, istnieje ona jako kraj na swój sposób samodzielny, niezależny od obu światów z którymi sąsiaduje. Z jednej strony nie jest częścią czerwonego imperium, z drugiej, nie należy do państw Zachodu. Tyle pozostało z marzeń piłsudczyków, że przynajmniej w satyrycznych atlasach świata jesteśmy czymś na kształt regionalnego mocarstwa.

1 komentarz: